#128 (122), dawno mnie tu nie było.

2011-11-26 16:35:46

Pisarz tym razem siedzi na biurku.
W ustach gryzie ołówek, kartki - ułożone zadziwiająco schludnie na teksturowej podkładce na jego kolanach, pokryte zostały literami kreślonymi szarym atramentem.
Czas płynie.
Pisarz zastanawia się dziś nad wieloma rzeczami.
Nad starymi kochankami i nowymi przyjaciółkami.
Nad fenomenem zakazanego owocu i zdrady.
Nad sobą.
Przede wszystkim - nad sobą.
Otwarta butelka vermouthu dogorywa porzucona na ziemi. Dostał ją w prezencie, ale już nawet nie pamięta, od kogo. Ostatnimi czasy zaczął się nawet oszukiwać trochę bardziej - przed lustrem wciąż spogląda na siebie z nieskrywaną pogardą, gdy widzi papierosa wetkniętego za ucho i koniuszek zapalniczki wychylający się z kieszeni marynarki - prawdziwy problem kryje się jednak w opróżnionych kieliszkach i szklankach, które z uporem maniaka pozostawia w najróżniejszych kątach swojego mieszkania (w szczególności - w wannie) - choć przecież nie zdarza mu się pić w domu.
Dziś nie pisze o Niej. Przestał o Niej pisać, gdy wreszcie wyleczył się z tragedii ludzkiego odchodzenia, z niespodziewanej i nieuchronnej śmierci, ze smutku przemijania. Trwało to zdecydowanie za długo (choć przecież tak trzeba), zbyt śmiało, zbyt wylewnie. Teraz jest już spokojny i stonowany. Ona jest brunetką (choć on podobno woli blondynki), jest inteligentna i piękna.
On jest oszustem i manipulantem. Ponoć cholernie inteligentnym, choć to tylko poza - on temu wiary nie daje (co dziwne, bo z jego zadufaniem w sobie może konkurować tylko jego niewierność), ponoć - jest w nim nawet coś pociągającego - ta magiczna plątanina nieciekawych elementów i składników, które w sumie budują obraz fascynujący i oryginalny (a w życiu nie ma przecież niczego gorszego, niż przeciętność).
Dzisiejszego wieczora pisarz zadaje sobie (może właściwie - stara się sobie zadać, od ostatnich kilkunastu minut spod jego palca nie wypłynęła chociażby jedna litera) jedno, proste pytanie.

"Kim jestem? [obwieszcza ze strachem pierwsza strona ułożonego stosu]
Tym infantylnym, wiecznie roztrzepanym chłopakiem (facetem?) o ciętym, ale dziecinnym dowcipie, szalonym usposobieniu i raczej oportunistycznym podejściu do każdego jej słowa? Tym słodkim, na pozór niewinnym człowiekiem, spokojnym, który nie skrzywdziłby muchy, ciepłym i wyrozumiałym? Wieczorami - zaspanym i zabieganym?
Czy może tym drugim - tym, którym staję się po nocach, w każdej chwili zabawowego szaleństwa - egocentrycznym dupkiem («on jest dupkiem, bo chce być dupkiem» - touché!), nie stroniącym od alkoholu i kobiet, zakręconym w tangu i w swoim szaleństwie, spontanicznym, ale raczej - krzywdzącym ludzi. Opryskliwym i mówiącym z tym irytującym, sztucznym akcentem, z którym pewnego ranka obudził się w kraju zachodnich sąsiadów. Tym, wygłaszającym libertyńskie poglądy o życiu, seksualności i łóżkowych trójkątach."

Pozostaje tylko kwestia odpowiednio postawionego pytania -
czy nie powinno brzmieć bardziej:
Którym chciałbym być?

skomentuj (17)
Strona główna