#123 (117), List do A.

2011-08-11 00:23:39

Dziś o czternastej wróciłem z wyczekiwanych wakacji.

O piętnastej dowiedziałem się, że mój Znajomy (nienawidzę tego, że kultura portali społecznościowych zdegradowała słowo znajomy do desygnatu kogoś, kogo ma się tylko na przydługiej elektronicznej liście - i tyle - nic więcej; zwłaszcza, że nie przepadam za słowem kolega) popełnił samobójstwo.

Mój Znajomy nie żyje, a jego pożal się panie Boże (tak, tak - wciąż pamiętam o tym, że Cię nie ma; spokojnie) przyjeciele umieszczają nowe filmy na swych stronach głównych, czy jak tam je zwą; szczęście, że zostałem poinformowany telefonicznie.

Z reguły nie cierpię pogrzebów, a w szczególności sytuacji, w której się teraz znalazłem.

Znałem Go jako żywego człowieka; a On już nim nie jest; a jednak - chyba istnieje zakopana (choć słowo to wydaje się tu zdecydowanie nie na miejscu) gdzieś głęboko - nuta przyzwoitości która nakazuje pojawić się i odstać swoje w ostatnim kondukcie milczenia.

"Odstać", cholera - nie sądzisz A. - że to tak strasznie niewiele w obliczu szumnego ostatniego pożegnania?

Pożegnania
Kogoś, Kogo w sumie ledwie się znało - bo cóż więcej można powiedzieć o koegzystencji w liceum, wypitych wspólnie w pubach piwach, kilku wycieczkach i zbereźnych dowcipach na szkolnym korytarzu? Cóż można powiedzieć o trzech latach sporadycznych (wręcz - znikomych) kontaktów, gdy nagle człowiek dowiaduje się - że ktoś, kogo się tylko trochę znało - i to jest w tym wszystkim chyba najgorsze - ta "troszka znajomości": wszak nikt bliski - po bliskim smutek byłby chyba uzasadniony, a kondolencje i żal szczere - umiera w takich okolicznościach.

Czy można w tej sytuacji zrobić dla Niego coś więcej, niż po prostu "odstać"?

Czy tylko tyle w tym wypadku nie oznacza czasem - ""?

-------

Czerwień będziecie mi musieli wybaczyć.
Podkreślając wyższość drugiego czytania nad impulsywnymi wiadomościami.
A. zrozumie różnicę.

skomentuj (4)
Strona główna